Jak donosiły media, w tym Business Insider – „Podatek od reklamy obejmie nadawców telewizyjnych, radiowych, media internetowe oraz prasę i dostawców usług cyfrowych. Rząd szacuje, że w pierwszym pełnym roku funkcjonowania nowych przepisów, wpływy do budżetu z tytułu nowego podatku sięgną 800 mln zł. Tymczasem doświadczone przez pandemię koronawirusa media już teraz borykają się z problemem spadających przychodów z reklam.”. Szykowany skok na kasę ma mieć swój początek już w lipcu tego roku, a szacowane z tego tytułu przychody do budżetu państwa wyniosą niebagatelne 800 milionów złotych rocznie. Czy i jak nowy podatek wpłynie na branżę telekomunikacyjną?

To chyba oczywiste,

ale zacznijmy od początku. 10 lutego polskie media przywdziały kolor żałoby. „Polskie” w rozumieniu niezależnych nadawców, emitujących programy na terenie Polski. TVP nie wzięła udziału w proteście. Powód? Prosty i oczywisty, jednak pozornie niedotyczący statystycznego Polaka – nowy podatek od reklam. Na szczęście, pomimo obojętności czy wręcz oburzenia wielu „rodaków” protest rozniósł się szerokim echem po całym internecie, również daleko poza granicami kraju i Europy. Czy przyniesie efekt? Czy tak dobrze zorganizowane przedsięwzięcie medialne ma szanse powodzenia i realnie wpłynie na decyzje władz czy choćby opinię publiczną? Z żalem skłaniam się ku nieuchronnemu NIE.

Łańcuszek (nie)szczęścia… kolejny

Wiele już w historii naszej gospodarki było takich łańcuszków, w których przyczyna i skutek gonią kolejne przyczyny i skutki, a na końcu których po kieszeni zawsze dostawał albo przedsiębiorca, albo obywatel. Ten pierwszy musiał ratować się z opresji swoją zaradnością i biznesową smykałką, podczas gdy tego drugiego rząd obłaskawiał kolejnym socjalem 🙂 Hmmm… chyba na początku publikacji powinienem wskazać, że „tekst, który czytasz jest moją prywatną opinią”. Tak na wszelki wypadek 🙂

Zastanówmy się wspólnie, jak to będzie wyglądać? Podatek zapłacą Ci, którzy emitują reklamy – czyli Ci, którzy są nośnikiem reklamy (telewizja, radio, media społecznościowe, prasa, itd.). Aby uniknąć ogromnych strat, przerzucą obciążenie na reklamodawców, podnosząc ceny za powierzchnię reklamową, zasięgi, czas emisji, itp. To z kolei odbije się na cenach produktów i usług…, w których i tak jako konsumenci płacimy już całkiem spore podatki. Historia stara jak świat. Co to jednak ma wspólnego z telekomunikacją?

Na dwoje babka wróżyła

Podniesienie cen za emisję reklam to jeden ze sposobów uniknięcia kłopotów przez nadawców i właścicieli mediów. Drugi to przerzucenie problemu w dół, na rynek telekomunikacyjny i podniesienie stawek operatorom. Czy w tej sytuacji branża będzie trzymała się razem, czy ugnie się pod naciskiem bandyckiej ustawy? Czy zapłaci konsument, czy zapłaci operator? Jeśli dzisiaj zarabiałeś na telewizji 3,50zł to ile będziesz zarabiał od lipca 2021? Będziesz szukał alternatyw czy podniesiesz ceny? Jak zareagują wpływowi i władni w branży? Czy można w tej sytuacji liczyć na wsparcie ministerstw i urzędów?

Sytuacja dotyka każdej formy komunikacji medialnej i może okazać się mocnym spoiwem dla wspólnego frontu mediów przeciwko ustawodawcy. Historyczny zryw „mediów bez wyboru” pokazał, że sprawa leży na wątrobach wszystkich. Czy w ślad za nim pójdą kolejne działania i wymierne efekty? Wiem, że tak jak ja, macie już dość pytań. Szczególnie tych, na które nie ma jasnych, uspokajających odpowiedzi. Niestety ostatnie 12 miesięcy pokazują nam, że to, co władze piszą patykiem na piasku, w bardzo krótkim czasie staje się rzeczywistością.


Czytaj także:
PODATKI 2021