W ubiegłym roku zetknąłem się w mediach z wieloma informacjami, które albo zastanawiały, albo wzbudzały obawy, albo, co gorsza, tony śmiechu. Finalnie okazywało się że większość z nich jednak stała się rzeczywistością i nikomu z nas do śmiechu już nie było. Sądziłem jednak, że w 2021 r., gdy już chyba wszyscy przyzwyczailiśmy się do pandemii, nowych pomysłów, regulacji, nakazów i zakazów, nie przyjdzie mi zetknąć się z tak fantazyjną nowiną, jaką jest najnowszy pomysł naszych władz. Wspominam o tym nie po to, aby pomarudzić czy wzbudzić polityczny dyskomfort i konflikt, a jedynie dlatego, że ten pomysł może się okazać jednym z najbardziej kluczowych dla branży telekomunikacyjnej. Czy przyjdzie nam doczekać czasów internetowej cenzury? Tak, to jeden z tych tekstów, który powinniśmy zacząć zdaniem „poniższa publikacja jest moją prywatną opinią” ;).

Niemożliwe?

Dwa dni temu, otwierając przeglądarkę Google z automatu trafiłem na artykuł pt. „Rząd wyłączy internet”. Brnąc dalej i zerkając w media społecznościowe znalazłem wiele kopii wspomnianej publikacji. Sporo ocen i komentarzy, dotyczących właśnie tego tematu. Czy mamy się bać czy może powinniśmy złapać się za boki i turlając beczki śmiać do rozpuku?

Na samym wstępie należałoby się zastanowić jak ktoś mógł w ogóle wpaść na taki pomysł? Jak wyłączanie serwisów internetowych, zamykanie stron, lub co gorsza ograniczanie usługi dostępu do multimediów może mieć miejsce w normalnym, demokratycznym kraju? Odsuwając polityczne niuanse na bok należy przyjrzeć się argumentacji pomysłodawców tej fantastycznej idei. Otóż, szanowni panowie, w całej swojej mądrości uznali, że internet może stanowić duże zagrożenie dla obronności kraju. Eureka 🙂 Trzeba nie lada umysłowej tężyzny, żeby zrozumieć, jak dużym zagrożeniem może być najbardziej aktywne i najbardziej dostępne medium. Czy to jednak oznacza, że w imię obronności i bezpieczeństwa można pogwałcić wolność użytkowników?

Każdy ISP wie, że ostatnie lata to nowe wyzwania, nowe regulacje, prawa i obowiązki nakładane na wasze biznesy. Wiecie również, że w 2004 r., o czym pisaliśmy w ubiegłym tygodniu, nałożono na branżę obowiązek współpracy z tajnymi kancelariami. Warunki i zasady współpracy z, lub posiadania tajnej kancelarii w swoim biznesie zależne są oczywiście od jego skali. Wiemy zatem, co podpowiada również logika, iż działając w branży telekomunikacyjnej (nazwijmy ją również informatyczną) jesteśmy na pierwszej linii informacyjnego frontu. Możemy zatem mieć pewne wyobrażenie na temat tego, czy nowy pomysł władz jest w ogóle możliwy do zrealizowania?

Jakby to właściwie miało wyglądać?

Czy władze posiadają gdzieś w piwnicy, w swoim tajnym bunkrze jakąś ogromną wtyczkę, którą wystarczy wyłączyć, albo jakiś wielki przełącznik, którym wystarczy zrobić „pstryk”? Poza tym, czy chodzi tutaj o wyłączenie internetu czy o wykluczenie pewnych konkretnych treści, zamknięcie konkretnych portali, stron? Oczywiście wszystko w imię bezpieczeństwa narodowego 🙂

Jak sądzicie? Będąc na miejscu władz, co musielibyście zrobić? Jakiej technologii użyć, aby w ogóle mieć taką możliwość? Czy do tego typu działań potrzebna jest armia informatyków, stale piszących złośliwe kody lub wirusy, które krążąc po sieci pozwalałyby na wyłączenie danego portalu czy strony? A może rząd musiałby nawiązać w tym celu współpracę z największymi operatorami, właścicielami węzłów telekomunikacyjnych, serwerów, z bezpośrednimi dostawcami transmisji, aby mieć bezpośredni i nieograniczony dostęp do . . . za Chiny Ludowe sobie tego nie wyobrażam. Czy to jest technologicznie możliwe?

Nie będziemy się tłumaczyć.

Znając poziom „informatyzacji” naszych urzędów, kompletny brak user friendly rządowych portali i tysiące kilometrów gmatwaniny ministerialnego kodu, chyba możemy spać spokojnie. Ten pomysł nie zostanie prędko zrealizowany. Bardziej powinniśmy martwić się nie o technologię, ale o ewentualne ofiary rządowego „zarządzania internetem”. Choć może ofiara to złe słowo, bo zapewne część interwencji byłaby uzasadniona. Przerażającym jest jednak fakt, że w myśl projektu powstającej ustawy, dany serwis czy strona internetowa będą mogły zostać zablokowane bez podawania wyraźnego powodu.

Oczywiście tryb interwencyjny, w wypadku zagrożenia bezpieczeństwa państwa czy jego obronności wyklucza uprzedzenie właściciela danej strony, portalu, o tym, że jego strona zostanie wyłączona lub zablokowana. To z kolei godzi w wolność, zasady zdrowego biznesu i rywalizacji, wolny rynek i uczciwą konkurencję, wolność opinii, słowa, itd. Może to być polem do wielu nadużyć?

Jak na to zareaguje Kowalski?

Domyślam się, że widząc zaskakujące informacje prasowe, wszyscy najpierw zareagowaliśmy wielkim oburzeniem, po którym zaraz nastąpił gromki śmiech. Mając świadomość ograniczeń technologicznych, pewnie gdzieś tam z tyłu czaszki założyliśmy, że to mrzonki. Zwykłe strachy na Lachy. Scenariusz, który raczej na pewno się nie wydarzy, a jeśli już, to nie w najbliższej przyszłości. Co jednak ma powiedzieć zwykły, przeciętny użytkownik internetu? Bardziej ogarnięci zaczną szukać rozwiązań. Ci naprawdę zdolni stworzą furtki, które może nie będą legalne, ale pozwolą prowadzić dalej działalność portali czy zablokowanych stron.

Wyobraź my sobie jednak inny scenariusz. Załóżmy, że prowadzicie biznes, który polega na dystrybucji odzieży przez internet. Jesteście właścicielami sześciu magazynów rozlokowanych w różnych miejscach Polski. Zarządzacie sprzedażą za pomocą własnej platformy i . . . nagle, gdzieś, ktoś, z bliżej nieokreślonego powodu, bez informowania was w jakikolwiek sposób, w jednej chwili wyłącza waszą stronę. „Wyłącza” to może z definicji złe słowo. Raczej „ogranicza” innym dostęp do waszej WWW. Blokuje ruch pomiędzy użytkownikami a waszą platformą sprzedażową. W ciągu jednego dnia tracicie 50 000 zł. A to dopiero początek. Co będzie się działo jutro? Pojutrze? Jak będziecie mogli na to zareagować? Gdzie interweniować i ile to potrwa?

Idąc dalej – co gdy nagle pewnego pięknego dnia przyjedzie do was urzędnik nowo powołanej „sieciowej policji” 🙂 i przedstawiając stosowne pismo powie „Panie operatorze, proszę wyłączyć swoją sieć internetową”. Robi się wesoło? I tego się trzymajmy, bo tylko śmiech jest właściwą reakcją na rządowe nowości. Na razie możemy spać spokojnie, a strach schować głęboko do kieszeni.


Czytaj także:
KWIECIEŃ PLECIEŃ
ZYSKI CZY STRATY?