Bo przeplata. Trochę luzu, trochę bata. Kto z Was był na tyle szalonym optymistą, że zakładał koniec odgórnych problemów z prowadzeniem działalności w 2021? Dokładnie. Chyba nikt z nas nie sądził, że w styczniu, jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki, znikną problemy, obostrzenia i ograniczenia. Szczególnie, że końcówka ubiegłego roku obfitowała w informacje o nowych podatkach, ustawach i innych wątpliwych pomysłach rządzących.

A MOŻE DO MAJA?

Pewnie znacznie dłużej. Podtrzymywany obecnie lockdown ma potrwać do kwietnia. Jednak sposób w jaki te informacje przekazywane są w mediach sugeruje, że to dopiero rozgrzewka.

Normalnie w tym miejscu publikacji uderzyłbym z wysokiego, prywatnego „C”, obrażając na lewo i prawo odpowiedzialnych za ten bałagan i pogwałcenie podstawowych wolności. Ale chyba wszyscy mamy już dość marudzenia. Oczywiście kompletna apatia też nie jest w moim stylu 😊 Myślę jednak, że wszyscy wyciągnęliśmy wystarczające wnioski z poprzednich lockdownów i jesteśmy dobrze przygotowani do prowadzenia biznesów w 2021. Jakby nie patrzeć Panie i Panowie, to już prawie rok!

BUNT BRANŻ

Słuszny i właściwy sprzeciw zgniecionych przez pandemię branż wreszcie nabiera formalnej i prawnej mocy. Restauratorzy, hotelarze, branża „kosmetyczna”, fitness, przedsiębiorcy podnieśli głowy, szykując pozwy przeciwko władzom o niegospodarność i łamanie konstytucji. To trochę jak walka z wiatrakami, bo nawet jeśli uda się przedsiębiorcom uzyskać odszkodowania, to i tak będą one wypłacane z naszych własnych pieniędzy. ZUS przecież tego nie zrobi 😊 Zaraz, to też nasze pieniądze.

Każdy z możliwych scenariuszy mniej lub bardziej zagląda nam do kieszeni i pomimo wzrostów sprzedaży (szczególnie przy stałych cenach i rosnących kosztach) wkrótce i tak możemy odbić się od ściany. Jedno jest pewne – lockdown potrwa do kwietnia. Ja jednak wróżę, że czeka nas cały rok homeoffice i domowej kuchni.


Czytaj także:
„KORONA” BILANS