Globalnie powszechne usługi telekomunikacyjne docierają do znacznej większości ludzi, niezależnie od grupy wiekowej, płci, wyznania, zasobności portfela czy statusu społecznego. Już dawno temu stały się tak powszechne jak lodówki, telewizory i sprzęty kuchenne. Można śmiało stwierdzić, że stały się dobrem nadrzędnym i niezbędnym. Jakby nie patrzeć, można kupić lodówkę przez internet, ale nie można kupić internetu przez lodówkę. Dlatego postanowiłem spojrzeć na internet, telewizję i telefonię komórkową z perspektywy mojego sąsiada. O wyborach, obawach i nadziejach związanych z usługami telekomunikacyjnymi rozmawiam dzisiaj z Janem Kowalskim, sąsiadem i typowym odbiorcą usług ISP.

iNEWS: Cześć Janie. Witaj w iNEWS.

Jan Kowalski: Cześć. Witam czytelników.

iN: Z oczywistych powodów nie zdradzam Twojej tożsamości i używam zdjęcia przypadkowego człowieka, zakupionego na Adobe Stock.

JK: Tak, powody są oczywiste. Nie płacisz mi za ten wywiad, haha (śmiech).

iN: Tak. Dzisiaj ty stawiasz kawę. Gotowy na serię pytań związanych z telekomunikacją?

JKi: Nie zdawałem z tego matury, ale dajesz.

iN: Cieszę się, że początek sugeruje luźny przebieg naszej rozmowy. Jak Twój internet? Wszystko w porządku czy może masz na co ponarzekać?

JK: Słuchaj, jest ok. Kilka lat temu mógłbym marudzić, ale dzisiaj właściwie nie widzę słabych rozwiązań na rynku. Wszystko jest kwestią tego co potrzebujesz. Dla mnie? Domowe multimedia karmią się internetem jak PRLowska stonka i właściwie bez tego ciężko jest sobie wyobrazić normalne funkcjonowanie. Telewizja, tablet, na którym odtwarzam muzykę, X-BOX syna, wszystko targa transfer. Nawet telefon komórkowy mam ustawiony na domowe wi-fi, chociaż limit danych na komórce wystarcza na obejrzenie trylogii „Władcy Pierścieni” haha (śmiech).

iN: Korzystasz z usług regionalnego operatora, czy giganta w stylu ORANGE, PLAY, T-mobile, itd?

JK: Ponieważ mi nie płacisz, przyznam szczerze, haha (śmiech). Od lat związany jestem z firmą, której nazwy nie przytoczę. Też mi nie płacą, haha (śmiech), ale to europejski gigant. Tyle można powiedzieć bez robienia krypto reklamy.

iN: Skąd akurat taki wybór?

JK: Wiesz, osiem, może dziesięć lat temu nawet nie wiedziałem, że istnieje coś takiego jak lokalni operatorzy. Coś tam słyszałem kilka lat temu, ale dopiero rozmowy z Tobą uświadomiły mi, że to prężny rynek około 2000 firm. Może jestem w tej materii lekko do tyłu. Zwyczajnie kilka lat temu wybrałem jednego z dostawców, którego oferta do mnie dotarła i była bardziej atrakcyjna od innych.

iN: Ok. Jednak to dalej nie jest odpowiedź na moje pytanie. Co zdecydowało o tym, że wybrałeś konkretnego dostawcę?

JK: Nie wiem. Reklamy, miły głos w słuchawce, wysokie parametry w niskiej cenie. Wiesz, to jedna z tych rzeczy, którą chcesz załatwić raz a dobrze, a potem o niej nie myśleć. Stawiasz na to co pewne.

iN: Czyli stabilność usług była kluczowym czynnikiem?

JK: Od lat nie mam większych problemów z internetem i telewizją. Naciskam power na pilocie i wszystko działa. Odpalam Gmail na komputerze, boom i jest. Okazjonalne problemy techniczne są chyba wpisane w usługę. Nigdy nie musiałem prowadzić wojen, wysyłać pism, szczekać na facebooku. Jak mówiłem wcześniej – załatwiasz raz i o tym nie myślisz.

iN: Czyli jesteś wierny jednej marce? Należysz do tego grona klientów, którzy cenią sobie wygodę ponad wszystko i nawet atrakcyjna oferta konkurencji nie przeciągnie Cię na swoją stronę?

JK: Haha (śmiech), hello, mamy kapitalizm i wolny rynek. Jak mi dasz to samo za połowę ceny to ustawiam się w kolejce. Jednak te różnice, które gdzieś tam czasem widzę na ulotkach to raptem kilka złotych. Gra nie warta świeczki. Kolejne podpisywanie umowy, kolejna ekipa monterów w domu, znowu zmiana przelewu stałego na nowe konto, a wszystko po to, żeby zyskać kasę na jedną puszkę Carlsberga?

iN: Czyli piwa tez pijesz koncernowe, haha (śmiech).

JK: Kwestia zaufania do marki. Wielokrotnie mówiłeś mi „weź internet od regionalnego. W Tychach jest ich dużo”, ale serio, to nie jest coś co mi spędza sen z powiek. Nie mam jakiejś ogromnej potrzeby zmiany.

iN: Już w ubiegłym roku wiedziałem, że Cię nie przekonam. Czy w takim razie 2020 coś zmienił? Pandemia, protesty, ograniczenia, słaba złotówka, czy to dla Ciebie przekłada się na wybór usług telekomunikacyjnych?

JK: A mówiłeś, że nie będzie dziwnych pytań, haha (śmiech). Na pewno więcej czasu spędzam w sieci a jesienne wieczory nastrajają domowo na butelkę wina i wieczór z serialem na netflix czy HBO. Nie wiem czy macie tam u siebie dane pobierania, ale od marca na pewno podniosłem średnią transferu. Wiem do czego pijesz. Jasne, że teraz internet stał się bardziej obecny w naszym życiu niż kiedykolwiek wcześniej. Młody ma zdalne nauczanie. Ja większość pracy wykonuję w domu. A wieczorem pozostaje telewizja, konsola i szperanie na faceooku.

iN: Czyli 200 megabitów pochłaniasz jak nic?

JK: Haha (śmiech), wiesz, coś pamiętam z informatyki i te 200 to i pewnie wystarczy, ale bądźmy szczerzy, bez 300 czy więcej to nawet nie podchodź. Jeden router w domu i spore mieszkanie. Do tego wszystkie urządzenia chodzą po wi-fi. Poza tym po co rozmawiamy o 200, gdy w telewizyjnych reklamach ciągle słyszę GIGA?

iN: Przesyt, chociaż, mnie w moje pracy to akurat bardzo się przydaje. Szczególnie jeśli mówimy o symetrycznym łączu. Widzisz, regionalni dostawcy oferują dokładnie te same usługi co giganci.

JK: Wiem. Powtarzasz to zawsze ja płacę za kawę, haha (śmiech).

iN: Lokalny operator daje Ci te same usługi co gigant, a ponadto daje Ci gwarancję szybkiej reakcji w wypadku awarii, biuro obsługi klienta, które faktycznie wie kim jest Jan Kowalski i sposobność odwiedzenia szefa w biurze kilka ulic od Twojego adresu. Jest wygodnie czy nie?

JK: Jak tak wymieniasz, to niby tak. Ale ponieważ mi nie płacisz haha (śmiech) to szczerze powiem, że chyba niewiele to zmienia. To są szczątkowe sytuacje na przestrzeni całego korzystania z usług. Poza tym, masz dla mnie pół roku darmowego HBO, TiDAL, Amazon, itd? To wygodne i serio w perspektywie rozłożonej w czasie buduje solidną wartość.

iN: Ok, gdybym zatem był marokańskim sprzedawcą pomarańczy i chciał przekonać Cię do zakupu mojego towaru zamiast multimediów konkurencji? Co musiałbym zrobić?

JK: Wreszcie zapłacić za swoja kawę, haha (śmiech). Ale tak zupełnie serio. Pokaż, że nie odstajesz od tych, których widzę w telewizji i daj temu dowód swoją obsługą, montażem, itp. Cena nie gra dla mnie roli. Po piwko chodzę do Ewy pod blokiem, ponieważ się znamy. Nie widzę przeszkód, żeby brać internet od Ciebie, nawet jeśli będziesz droższy o kilka złotych. Zagrasz ze mną w balę to i internet od Ciebie wezmę.

iN: Tego jeszcze nie słyszałem. Dzięki „Janie” za spontaniczną rozmowę. Myślę, że każdy z czytelników wyciągnie swoje wnioski. Ja? Nie mam więcej pytań. Dzięki serdeczne.

JK: Eej, a rachunek za kawę?…


Czytaj także:
300 000 DLA DRUŻYNY LGD
POD PRĄD PANDEMII