BlogBIG20200521

~ Łukasz Pałucki ONSET Sp. z o.o.

Od dwóch lat zajmuję się budową sieci POPC dla Hrubieszowskiej Telewizji Kablowej. Ostatnio stanąłem po drugiej strony barykady, nie jako inwestor, ale jako mieszkaniec białej plamy.

Mieszkam w Warszawie w dzielnicy Wawer. Okolica ma charakter zabudowy jednorodzinnej i jest tu realizowany projekt Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa. Dotację dostał Orange, który jest tutaj dominującym operatorem. Sam mam kabel miedziany od Orange i Neostradę w ofercie Orange love. Realnie jakieś 16 Mbps, chociaż na fakturze widnieje 80 Mbps. Jeszcze 2 lata temu dało się osiągnąć 26 Mbps, ale od tej pory powstało kilka nowych budynków w okolicy i transfer spadł.

Ze strachem patrzę na kolejne inwestycje budowlane, szczególnie odkąd zaczęło mi szwankować oreng’owe IPTV. Niedawno dzielnica pochwaliła się na swoim koncie facebook, że Orange realizuje tu POPC. Mieszkańcy zareagowali bardzo optymistycznie, ale ten zapał trochę w nich zgasiłem. Napisałem moim sąsiadom i sąsiadkom, że niewielu ludzi skorzysta z POPC na Wawrze.

Na Wawrze tak jak w wielu tego typu miejscach powstają domy jednorodzinne. Powstają one zazwyczaj na działkach prywatnych. Najczęściej wzdłuż jednej ulicy, od której powstają nowe ulice. Taka ulica podzielona jest na działki a mieszkańcy mają ustanowione na nich służebności przejazdu do sąsiadów. Po pewnym czasie takie prywatne drogi zamieniają się w usiany dziurami i nieoświetlony poligon. Mieszkańcy mogą zrzucić się na drogę asfaltową, ale najchętniej przekazaliby drogę miastu. Samorządy jednak bronią się przez tym rękami i nogami. O drogę trzeba dbać, remontować, odśnieżać i oświetlać. Po co im problem. Miasto Warszawa już teraz jest poważnie zadłużone a przejmowanie zobowiązań finansowych może wysadzić budżet stolicy w powietrze.

Tak oto mamy miasto stołeczne, które posiada niewiele ziemi w samym mieście. Przy okazji Wawer to jedna wielka plątanina kabli na słupach. Tylko w okolicy samego ratusza pochowano instalację w ziemię, ale już 200 metrów dalej mamy pajęczynę, której nie powstydziłoby się miasto w kraju Trzeciego Świata. Co ciekawe niespecjalnie to komuś przeszkadza. Ja przez ostatnie 7 lat takich uwag tu nie słyszałem podczas gdy na bezludnych polach pod Hrubieszowem rolnicy walczą ze słupami z uporem godnym lepszej sprawy. Dla operatora brak silnego oporu przed słupami w połączeniu z  warszawską klientelą to warunki wymarzone. W końcu ludzie chcą kupić, Orange chce sprzedać i jeszcze pada deszcz unijnej dotacji, żeby te światłowody zbudować. Niestety tak to nie działa.

Po pierwsze Orange nie spotyka się z mieszkańcami Wawra. Nie tłumaczy na czym polega POPC. Nie rozumieją tego nawet włodarze dzielnicy. Poznałem władze dzielnicy i uważam tych ludzi za bystrzaków, po prostu nikt do nich nie przyszedł. Brak rozmów z mieszkańcami to budowanie na ślepo, czyli na podstawie potrzeb, które Ministerstwo Cyfryzacji zdefiniowało kilka lat temu. Zresztą sam Orange wysyła do UKE nieaktualne informacje. Wg wyszukiwarki UKE u mnie w domu dostępny jest tylko internet, ale bez usługi telewizyjnej i telefonu (a posiadam takie usługi i działają). Orange buduje swoje POPC na Wawrze w oparciu o to co zna, czyli o mapę dróg publicznych i cennik opłat za zajęcie pasa drogowego. Tak prościej. Uzyskanie zgód na wejście w działki prywatne wymagałoby elastycznego podejścia i wyjścia ze sztampy a tej umiejętności firma chyba nie posiada. Tak oto powstaje sieć obejmująca swoim zasięgiem wszystkie pustostany w dzielnicy i omijająca nowe domy, w których nie ma szybkiego internetu.

Mamy teraz dwa alternatywne światy: świat projektowy i świat realny. Ja mieszkam w świecie realnym. Wkurzyłem się i wziąłem sprawy w swoje ręce. Najpierw zadzwoniłem do jednego z lokalnych operatorów ISP i zapytałem przy ilu klientach opłaca mu się dobudować do mnie światłowód. Potem skrzyknąłem sąsiadów. Poszło sprawnie. Dwa miesiące po pierwszym telefonie miałem działający światłowód. Wszyscy właściciele działek wyrazili zgodę na umieszczenie kabla.

Pisałem tu, że my przedsiębiorcy telekomunikacyjni mamy problemy z kompetencjami miękkimi. Nie umiemy poprawnie komunikować się z naszymi klientami. Coraz bardziej się przekonuję, że te zasoby są niezależne od wielkości portfela. Nawet największy i najbogatszy operator w kraju nie tylko nie potrafi rozmawiać z ludźmi, ale nawet nie podejmuje takich prób.

~ Łukasz Pałucki ONSET Sp. z o.o.


 

Czytaj także:
KOMIKSOWO O POPC
O LUDZIACH, KOMPUTERACH I KOŃCU ŚWIATA